RSS
niedziela, 01 sierpnia 2010
Po drodze na East Coast

Po drodze na wschodnie wybrzeże zwiedzaliśmy przepiękne jaskinie w Pennsylvanii.

 

Wodospady w New Jersey.

 

 

sobota, 10 lipca 2010
zoo Chicago

Zwiedzaliśmy ogromne zoo. Największe wrażenie robiły oczywiście delfiny i foki.

 

 

 

 

 

 

 

Amerykańskie dzieci

Nasze dzieci się zamerykanizowały. Maja zna wszystkich sąsiadów, bariera językowa dla niej nie istnieje. Zupełnie jej nie przeszkadza, że nikt jej nie rozumie, wręcz można powiedzieć, że nareszcie rozmówca jej nie przerywa, tylko uprzejmie kiwa głową:)) Spełniło się również jej marzenie o czarnoskórych koleżankach!

 

Jagódka, która wkroczyła teraz w etap szybkiego rozwoju komunikacji werbalnej posługuje się sprawnie dwoma językami, tworząc przedziwne konstrukcje np. uncle wujek, dogie nie hahamy (tł. piesku, nie szczekamy). Pierwszym w pełni poprawnym zdaniem było: Maju, daj mi coli!

Obie dziewczyny pokochały miłością wielką nastoletnią sąsiadkę Crissy, którą Maja z uporem maniaka nazywa Krysią.

 

Chicago

Chicago jest monumentalne, tłoczne, gorące i wietrzne. Najlepiej ogląda się je z rzeki, korzystając z taksówek wodnych. Jest tutaj naprawdę wszystko, o czym można zamarzyć, oprócz spokoju:)))

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 22 czerwca 2010
Michigan 2

Jezioro Michigan - bezkresne, wzburzone i piaszczyste do zludzenia przypomina Baltyk, przynajmniej w tej czesci, gdzie my mieszkalismy. Tylko woda jest slodka.

 

Nam bylo ciezko nie nazywac go morzem, bo takich jezior jeszcze nie widzielismy:))

 

Nasz beach house, adekwatnie do nazwy stal nad samym brzegiem tuz przed zejsciem na plaze.

 

 

Nasz beach house - wygodny i przestronny (4 sypialnie, 2 lazienki, living room, pralki, suszarki, zmywarki itd.) nader skromnie prezentowal sie na tle okolicznych letnich rezydencji amerykanskich krezusow.

Co jest najpiekniejsze nad Michigan w czerwcu? Absolutnie puste plaze, spokoj, cisza (nie liczac oczywiscie krzykow naszej dzieciarni) i przepiekne zachody slonca. Strasznie kiczowate na zdjeciach:)))

Ale najpiekniejsza byla tecza wraz zachodem slonca. Niestety fotki tego nie oddaja.

Mielismy poza pierwszym dniem, piekna pogode. Dzieci wieksza czesc dnia spedzaly w wodzie pilnowane przez mojego szwagra Markusa. Dla nich nie istnialo pojecie zbyt zimnej wody, a byla ona na poczatku tygodnia okrutnie lodowata.

Wschody ksiezyca tez byly piekne.

 

 

 

 

niedziela, 20 czerwca 2010
Michigan Lake

Niewiarygodne, ale w Ameryce w trzy godziny drogi od Chicago mozna znalezc taka glusze, gdzie nie dziala ani telefon ani Internet!

okolice Muskegeon - jezioro Michigan - tam plazowalismy przez caly tydzien.

 

pierwszy tydzien

Pierwszy tydzien spedzilismy w malym miasteczku Aurora, probujac sie zaklimatyzowac w nowych warunkach.

Zwiedzalismy okolice. Dzieci coraz bardziej utwierdzaja sie w przekonaniu ze jest tutaj cudownie!

Potwornie goraco (85 st. F) wybralismy sie wiec na basen. Tu naprawde bylo cudownie. Po raz pierwszy w zyciu poczulam sie hmmm.... szczuplo.... Warto dla takiego uczucia pojechac na drugi koniec swiata!

 

Maja koniecznie chciala odwiedzic prawdziwe amerykanskie przedszkole Sofie. na ta okolicznosc cwiczyla wytrwale "hello, my name is Maja" i "bye, bye".

Jak mozna sie bylo spodziewac przedszkole amerykanskie jest "wypasione". Majka koniecznie sie chciala do niego zapisac, na szczescie nie dogadala sie w tej kwestii z pania nauczycielka, bo pewnie czesne by nas zrujnowalo finansowo.

Welcome to America!

Amerykanskie filmy nie klamia. Tutaj rzeczywiscie jest wszystko wieksze, szersze, grubsze, ale co najwazniejsze - najlatwiesze chyba na calej kuli ziemskiej. Poczawszy od jedzenia - nalesniki gotowe do podgrzania, ser juz zmielony, salatki "do domowego przyrzadzenia" pokrojone, przyprawione, dobrze ze juz nie pogryzione, poprzez wyplaty z bankomatu drive thru, na wysylaniu listow z wlasnej skrzynki przed domem skonczywszy.

Wlasciwie patrzac na tutejszy styl zycia trudno sie dziwic amerykanskiemu poczuciu wlasnej wartosci i samozadowoleniu. Wszystko  pod nos, bez wysilku, byle sie nie zmeczyc i wszystko szerokim lejem - jak lody to kubel dwukilowy, jak mleko to kanister 5l. W marketach sa nawet automaczne wozki dla bardzo grubych ludzi, zeby tylko sie nie zmeczyli chodzac miedzy polkami, wrzucajac kolejne kilogramy paszy do koszyka.

Jesli konsumpcjonizm jest religia naszych czasow, to Ameryka jest z pewnoscia rajem obiecanym.

 

  

sobota, 12 czerwca 2010
Jestesmy po drugiej stronie globu

 

Jechac na druga polkule z dwojka malych dzieci, czy to duze wyzwanie? Na razie nie, ale byc moze zmienie jeszcze zdanie:)) Dzieci maja niebywala zdolnosc adaptacji. Moje ksiezniczki - Maja i Jagoda sa jak anioly stworzone, by latac w przestworzach. Zero reakcji na starty i ladowania, podczas gdy my robilismy sie nieco zieleni na twarzach. Maja tylko podsumowala to jednym krotkim stwierdzeniem: ale jazda!

Co jest fajne w podrozowaniu samolotami z dziecmi? Jestesmy pasazerami "specjanej troski". Obsluga lotniska i samolotu zrobi wszystko, zeby uniknac konfrontacji  z wydzierajacym sie dwulatkiem. I dlatego szybko i bezproblemowo przeszlismy poza kolejnoscia wszystkie odprawy. Nawet urzedniczka Imigration na chicagowskim lotnisku o'Hare byla wyrozumiala i przepytywala nas skrupulatnie, acz nie tak dlugo jak innych pasazerow (czyt. tylko 18 minut). Juz tu zauwazylam amerykanski potencjal gromadzenia i konsumowania dobr wszelakich. Pani Ortega nie mogla wyjsc z podejrzen w stosunku do nas - jakim cudem mamy tylko dwie walizki? A gdzie reszta naszych rzeczy? A gdzie rzeczy dzieci? Dzieci przeciez potrzebuja bardzo duzo staffu. Mozliwe, ze przyszlo jej nawet do glowy, ze pewnie chcemy je gdzie sprzedac:))  

 

1 , 2