RSS
sobota, 10 lipca 2010
zoo Chicago

Zwiedzaliśmy ogromne zoo. Największe wrażenie robiły oczywiście delfiny i foki.

 

 

 

 

 

 

 

Amerykańskie dzieci

Nasze dzieci się zamerykanizowały. Maja zna wszystkich sąsiadów, bariera językowa dla niej nie istnieje. Zupełnie jej nie przeszkadza, że nikt jej nie rozumie, wręcz można powiedzieć, że nareszcie rozmówca jej nie przerywa, tylko uprzejmie kiwa głową:)) Spełniło się również jej marzenie o czarnoskórych koleżankach!

 

Jagódka, która wkroczyła teraz w etap szybkiego rozwoju komunikacji werbalnej posługuje się sprawnie dwoma językami, tworząc przedziwne konstrukcje np. uncle wujek, dogie nie hahamy (tł. piesku, nie szczekamy). Pierwszym w pełni poprawnym zdaniem było: Maju, daj mi coli!

Obie dziewczyny pokochały miłością wielką nastoletnią sąsiadkę Crissy, którą Maja z uporem maniaka nazywa Krysią.

 

Chicago

Chicago jest monumentalne, tłoczne, gorące i wietrzne. Najlepiej ogląda się je z rzeki, korzystając z taksówek wodnych. Jest tutaj naprawdę wszystko, o czym można zamarzyć, oprócz spokoju:)))