RSS
niedziela, 08 sierpnia 2010
Blackberry Farm

Blackberry Farm to kolejne wymarzone miejsce dla dzieci. Całe miasteczko żywcem przeniesione z XIXw.

Czuliśmy się trochę jak zaproszeni na herbatkę przez Scarlett O'Harę.

Obowiązkowa przejażdżka wąskotorówką, która kursuje po całym terenie i zatrzymuje się w ciekawych miejscach.

"XIXw. ogródek" przy XIXw. zagrodzie.

Prawdziwa amerykańska szkoła wiejska - niepowtarzalny klimat "Małego domku na prerii". Nauczycielka, nie wyglądała co prawdy jakby mogła pamiętać tamte czasy, ale bardzo ciekawie opowiadała o zwyczajach szkolnych (mniej surową od dyscypliny karą za złe zachowanie było noszenie przez cały dzień tabliczki "nasty boy" na szyi) i historii.

Children's Museum w Indianapolis

Wydawało mi się, że nie ma nic gorszego niż ciąganie małych dzieci po muzeach, ale to muzeum w niczym nie przypomina naszych.  Pięć kondygnacji wystaw tematycznych, gdzie można (a nawet trzeba w myśl wystawionych etykiet "please touch") wszystkiego dotykać, bawić się, przebierać itd.

Spełniło się kolejne marzenie Mai - mogła zobaczyć, jak to jest być paleontologiem i wykopywać kości dinozaurów. Mogła zobaczyć też dorosłych paleontologów przy pracy w laboratorium i zupełnie małego dinozaura rozwijającego się w jaju.

Mogła wykazać się również talentem tanecznym na scenie. Na szczęście był tam taki hałas, że na jej popisy wokalne nikt nie zwracał uwagi. Podstępem udało nam się uniknąć sesji nagraniowej w mini studiu dźwiękowym.

Chociaż wystaw tematycznych było w całym muzeum ok. 20 najwięcej czasu spędziliśmy u Barbie. Wszystkie lalki, jakie tylko można sobie wymarzyć (jedna nawet podawała się za Audrey Hepburn:) w jednym miejscu. Można było zaprojektować nowe ubranie dla Barbie, a nawet wziąć udział w pokazie mody, co z dziką radością uczyniły nasze dzieci.

Szkoda, że musieliśmy pilnować naszych dzieci, bo chętnie sami byśmy zgłębili tajniki niektórych wystaw...

Virginia

Nasz ulubiony stan to Virginia. Piękne góry, urokliwe małe wioski, rzeki i skaliste jeziora. Najfajniejsze jest to, że zaludnienie bardzo małe, bo mało amerykanów chce mieszkać "in the middle of nowhere", gdzie do najbliższego centrum handlowego jest dalej niż 1,5 mili.

Takich widoków u nas nie ma:((( Summersville ogromne skaliste jezioro z szafirową, przejrzystą na 15m wodą.

Zbudowany w 1972r. najdłuższy wówczas łukowy most na świecie. Robi niesamowite wrażenie.

Wystawa poświęcona budowie mostu i historii okolicznych kopalni.

poniedziałek, 02 sierpnia 2010
Washington DC

Najsłynniejszy biały budynek w US:

 

Baltimore

 

Brooklyn

Niektórzy twierdzą, ze Brooklyn to część NYC. My raczej jesteśmy za twierdzeniem, że to zupełnie inny stan świadomości ("Nowy Jork to nie miejsce. Nowy Jork to stan umysłu" Woody Allen - słynny brooklynczyk).

niedziela, 01 sierpnia 2010
Philadelphia

W Philadelphii odwiedziliśmy oceanarium. Najwięcej emocji wzbudziły oczywiście rekiny pływające nam nad głowami.

 

Atlantic City

Atlantic City to miniatura Las Vegas nad brzegiem oceanu. Kiczowatość tego miejsca najlepiej podziwiać po zmroku.

Long Island

Jak sama nazwa wskazuje to bardzo długa wyspa.

Dzieci bawiły się nad brzegiem Atlantyku.

NEW YORK CITY

W końcu dojechaliśmy. NYC przywitał nas potwornym hałasem, gorącem buchającym z rozgrzanych murów i największą ilością policjantów na metr kwadratowy na całej kuli ziemskiej:))

Times Square, czyli my w samym centrum wielkiego zgiełku.

Akcent polski na Manhattanie.

Charakterystyczne schody p/poż.

Ground Zero, czyli miejsce po WTC.

Wall Street, czyli niekiedy ściana płaczu.

Manhattan Bridge.

Chinatown - brudno, biednie i pachnie starym olejem.

Darmowe pływanie, czyli miejskie promy.

Słynny bohater wielu filmów, książek i piosenek - Brooklyn Bridge.

Tutaj oba najpiękniejsze mosty Manhattanu.

Wiadomo co - pierwowzór pamiątkowych figurek z gift shopu, made in china oczywiście. Sami zakupiliśmy kilka na życzenie naszej starszej córki.

A to my na dowód, że naprawdę tu byliśmy.

 

Niedzielę spędziliśmy w Central Parku obserwując nowojorczyków na łonie natury.

 
1 , 2